W związku z narzuceniem płacy minimalnej przez Niemcy i przygotowywanie podobnej reformy przez Francję, polskie firmy transportowe i przewozowe rozpoczęły protest, a ich główną metodą działania stały się blokady dróg i przejść granicznych. Jak znaleźć wyjście z tej sytuacji? Co zrobić gdy regulacje za naszą zachodnią granicą zostaną zaakceptowane, a działania rządu polskiego nie przyniosą rezultatu? Jako spółka współpracująca z wieloma firmami transportowymi postanowiliśmy zająć stanowisko w sprawie.

TIRaj_na_gazieOczywiste jest, że na zmianach w Niemczech stracą pracodawcy zatrudniający kierowców, ponieważ będą musieli podnieść wynagrodzenie co spowoduje, że w kasie zostanie mniej pieniędzy na kolejne inwestycje, a nawet będzie trzeba zrezygnować z tych zleceń, które nie będą przynosiły dostatecznych dochodów. Dalej idąc, może dojść do masowych zwolnień w branży, a zlecenia polskich firm będą przejmować przewoźnicy z krajów rodzimych.

Zrozumiałe jest także stanowisko kierowców, którzy w całej tej sytuacji widzą szanse na wyższe zarobki. Wielu z zatrudnionych uważa, że przedsiębiorcy powinni podzielić się z pracownikami swoimi pieniędzmi i wielce nie szkodziłoby to ich budżetom. Jednak prawda jest taka, że każdy większy koszt przekłada się na decyzje oszczędnościowe, co wynika z głównego obowiązku przedsiębiorcy, czyli utrzymania rentowności.

Załóżmy, że polskim władzom nie uda się wypracować porozumienia, które przywróci stan rzeczy z ubiegłego roku. Co zrobić w takim przypadku? Naszym zdaniem należy rozważyć wtedy dwie rzeczy.

Pierwsze co może zadowolić dwie strony sporu to wsparcie państwa polskiego. Tylko dlaczego rząd miałby wspomagać publicznymi pieniędzmi prywatne firmy? Prawda jest taka, że polski rynek przewozowy i transportowy to olbrzymia gałąź polskiego biznesu i zarazem olbrzymi płatnik podatków. Inną sprawą jest to, że nie można finansować poniesionych strat czy wygenerować dopłat z przyczyny samego problemu. Państwowe wsparcie powinno objąć inwestycje, które spowodują obniżenie kosztów transportu. Duże znaczenie może mieć zainstalowanie systemu LPG/CNG w ciężarówkach. Oszczędności rzędu 10-20% pokryłyby dużą część strat. Przypomnijmy, że do tej pory takich dotacji celowych nie odnotowano.

Drugim rozwiązaniem, które powinno zaistnieć przy rozwiązaniu sprawy to całościowa zmiana myślenia zarówno przedsiębiorców jak i kierowców. Zakładając, że niemiecka płaca minima w Niemczech zostanie utrzymana, polskie firmy będą musiały podjąć jakieś działania przystosowujące zakład pracy do rzeczywistości i to bez względu na to czy polskie władze wezmą udział we współfinansowaniu zmian. Właściciele firm mogliby zaakceptować rzeczywistość – wręcz będą musieli – a podjęte działania restrukturyzacyjne powiązać ze zmianami mentalności, swojej i kierowców. Przykładowo, pracownicy dostają więcej pieniędzy i nie ma w tej sprawie żadnych prób lawirowania i kombinowania. Jednak z drugiej strony myślenie także musi wykonać obrót o 180 st. Kierowcy dostając bardziej okazałą wypłatę, myślą o tym jak jeździć oszczędnie i akceptują zmiany związane z wdrożeniem systemy LPG/CNG w pojazdach, którymi kierują. Akceptacja dotyczyć powinna samej instalacji gazowej, czujników tankowania paliwa, ale również asystenta kierowcy, który podpowiada jak podróżować oszczędnie. Taka współpraca może okazać się nie tylko rozwiązaniem aktualnego problemu, ale też iskierką rozpoczynającą wzrost dalszego rozwoju polskiego transportu.

Przypomnieć jeszcze, należy bardzo ważną kwestię. Otóż obecnie w państwach Unii Europejskiej priorytetowe jest działanie o charakterze proekologicznym. Przy montażu instalacji LPG/CNG polscy przewoźnicy zyskują coś czego nie mają Niemcy czy Francuzi, ponieważ takie rozwiązania w tamtejszych regulacjach nie znajdują akceptacji. W ten sposób Polacy mogą być nie tylko bardziej konkurencyjni patrząc na oszczędniejszą jazdę, ale i również wyznaczać nowe standardy w ramach ochrony środowiska naturalnego. Dodatkowo rząd polski wspomagając przewoźników może pozbyć się problemu opisanego w artykule „Polsce grozi 4mld. zł kary…”. Główny wniosek z całej sytuacji jest taki, że branża i politycy mogą skutecznie zaradzić istniejącym problemom, a w późniejszym czasie nawet wzmocnić rynek.

Polsce grozi 4 mld. zł kary

(źródło zdjęcia wyróżniającego: strona protestu przewoźników http://www.protestprzewoznikow.pl/)